Strony

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Dobrze,że Cię mam ... dziękuję!

Skromna dziewczyna, w skromnym pokoju pisze blogowy post, nie wie jeszcze o tym,że data
08.06.2014r. wywróci jej życie do góry nogami. Dosłownie,  tą datę zapamiętam na zawsze. Właśnie wtedy, bardzo spontanicznie powstał mój pierwszy post, 07.06 przyśniła mi się nazwa, tak wyśniłam sobie Adore My Size!!! Dziś już wiem,że był to najpiękniejszy sen w moim życiu. 
Z nikomu nie znanej dziewczyny z małego miasta, dziś prowadzę życie o jakim jeszcze rok temu mogłam tylko pomarzyć. Życie,które dla wielu z Was może wydawać się mało atrakcyjne,zwyczajne, dla innych pełne lansu i przepychu dla mnie jest największą codzienną radością. O tym jak blogowanie zmienia świat o 180 stopni i czy Ty też możesz zacząć blogować, przeczytasz właśnie w tym poście...

sobota, 6 czerwca 2015

Przepraszam, miałabym do Pani serdeczną prośbę...


Adore My Size, to nie tylko ciuchy, kosmetyki, imprezy i wystawne życie. Jestem przede wszystkim wrażliwym człowiekiem. W dzisiejszych czasach o wrażliwość dość trudno, jednak zawsze okazuję współczucie chorym,potrzebującym. Ludziom głodnym,biednym takim,których niesprawiedliwy los potraktował gorzej. Ja sama staram się nie narzekać i cieszyć z oczywistych, prostych rzeczy takich jak np. spożywcze zakupy,na które niestety wielu ludzi nie może sobie pozwolić. Bieda. Ma różne oblicza, dziś biednym nazywa się ten,którego nie stać na najnowszy model BMW,biedne dziewczyny to również takie,które o butach Vallentino mogą jedynie pomarzyć, skrzywdzone przez los są pewnie te,dla których zakupy w centrum handlowym to szczyt marzeń. A co w sytuacji kiedy brakuje na chleb? Kiedy nie ma możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb tj.pragnienie, jedzenie, chociażby skromnych posiłków. Jak poradzić sobie kiedy od kilku dni nie miało się nic w ustach? Odpowiedź jest prosta iść do pracy i pewnie jeszcze wziąć kredyt jak to zwykł mówić nasz na szczęście były prezydent. Super, żyj, pracuj, płać i płacz. W kraju gdzie "dobrze" mają tak naprawdę tylko ludzie,którzy są u szczytu władzy, sławy, kradną,lub mają wieloletnie biznesy i po prostu im się udało. Tym ,którzy pracują na etatach, żyją od 1 do 1 i często gęsto muszą rezygnować z mniejszych lub większych przyjemności, aby wykarmić rodzinę, opłacić rachunki i utrzymać godziwy poziom życia. Żyją , bo muszą , egzystencja zwana wegetacją to w dzisiejszych czasach norma. 
Weekend...
Czas,kiedy po ciężkim tygodniu należy się zasłużony odpoczynek. Dla mnie spacer ulicami Warszawy, kawa wypita w małej kawiarni, parę stron książki, na które tak bardzo brak czasu w tygodniu, właśnie takie banalne proste rzeczy są najlepszą formą relaksu. Wychodząc z domu tak naprawdę nie miałam pojęcia,że stanę się bacznym obserwatorem, a raczej może częścią śmiesznego teatrzyku,obłudy jaka codziennie ma miejsce na ulicach.
Pięknie ubrana, uśmiechnięta nie zdążyłam jeszcze na dobre rozpocząć spaceru w promieniach słońca kiedy to zaczepiła mnie młoda kobieta. Dobrze ubrana, z dzieckiem ok 2 lat w wózku, powiedziałabym typowa matka Polka.
-przepraszam , Panią bardzo...
-tak słucham odpowiadam wesoło(pewna,że ładna blondynka chce zapytać mnie,która godzina)
-miałabym do Pani serdeczną prośbę...
- słucham? -odpowiadam zdumiona
-czy mogłaby mi Pani pożyczyć 4 złote brakuje mi na mleko....
Stoję jak wryta na chodniku i ledwie dowierzam,że ta filigranowa blondynka o dużych niebieskich oczach mówi do mnie , a może ja się przesłyszałam... 
Już mam ochotę odpowiedzieć , przepraszam nie mam czasu, jednak postanowiłam rozegrać tę sprawę nieco inaczej...
-brakuje Pani na mleko, pytam zdumiona?
-tak.... wie Pani zabrakło mi gotówki, a chciałbym kupić dla małej
- to w takim razie ja Pani kupię to mleko odpowiadam rezolutnie, tutaj nieopodal jest sklep, chodźmy!
-to co dzieje się następne 20 sekund później miażdży mnie totalnie. Kobieta, spogląda na mnie odrażającym wzrokiem pełnym pogardy, i odchodzi z dumnie podniesioną głową.
Co, zrobiłam nie tak? Zaproponowałam pomoc potrzebującej, a ta potraktowała mnie jak najgorszego wroga, a raczej półgłowka. Na co zbierała? Na alkohol dla męża, na alkohol dla siebie? No bo przecież nie na pieprzone mleko dla córeczki. I przede wszystkim co popchnęło ją do tego,aby z wyglądającej na zadbaną kobietę na poziomie zrobić z siebie zwyczajną podłą żebraczkę. 
Podłą żebraczkę, ktoś zaraz powie, ludzie potrzebujący nie mają co jeść, a Ty głupia pindziu nazywasz ich podłymi? Tak , nazywam podłymi wszystkich tych,którzy bezczelnie rozkładają swoje tyłki na ulicach licząc na datki, od ludzi,którzy na swoje pieniądze całymi dniami ciężko pracują. Do czego zmierzam? Dziś zrobiłam mały eksperyment, spacer Krakowskim Przedmieściem, Nowym Światem , Chmielną i okolicami Złotych Tarasów pokazał mi, a raczej uświadomił beznadziejność ludzi,którzy próbując wzbudzić w nas litość, starają się wyłudzić chociażby 2 złote. To nie był zwykły spacer, a raczej batalia.  W przeciągu 3 godzin "zaatakowało" mnie około 30 osób (w pewnym momencie zgubiłam się w obliczeniach), którzy zbierają na leki, na jedzenie,na środki do życia, na wszystko, co tylko możliwe,aby nie iść do pracy jak każdy normalny człowiek. Niektórzy z nich, ok... brudni, w łachmanach wyglądający jakby nie widzieli wody od kilku tygodni, takiego człowieka jestem w stanie zrozumieć, ponieważ on chociażby na to,by doprowadzić siebie do porządku potrzebuje gotówki( i takimi ludźmi powinno się zająć, państwo,aby ogarnąć ich , zapewnić godziwą egzystencję i wysłać chociażby do zamiatania ulic). 
-przepraszam Panią bardzo (pyta schludnie ubrana pani ok 60 na Nowym Świecie)
-słucham.. tym razem to ja mrożę staruszkę lodowatym wzrokiem
-niech się Pani mnie nie boi.. jestem dobrym człowiekiem...
-słucham o co Pani chodzi pytam dobitnie
-Czy mogłaby mi Pani o tutaj w tym barze  (bar mleczny) kupić obiad..
Po prostu mnie zatkało, Kobieta bez cienia wstydu, zapytała mnie, skromną studentkę czy kupię jej obiad!!! Kolejny szok jednego dnia. Uświadomiło mi to,że ok bieda biedą mi też jest ciężko, ale nigdy w życiu nie poprosiłabym na ulicy o OBIAD! Gdyby ta pani poprosiła o bułkę, chleb, cokolwiek do jedzenia nie odmówiłabym, jednak obiad o tu w tym barze, podniósł mi ciśnienie. Dlaczego? Dlatego,że sama miewam takie dni,kiedy obiad w restauracji jest dla mnie szczytem marzeń, chociażby miałby to być bar mleczny.
Podziemia, znowu chmara ludzi proszących o jałmużnę. Zawód żebrak? Chyba to ma sens.
Nigdy nie byłam zbyt dobra z matematyki jednak pozwolę podejść sobie do sytuacji czysto ekonomicznie. Dziś jakieś 30 osób poprosiło mnie o pomoc jedni żądali co łaska , inni 4 złotych, jeszcze inni gotowego obiadu. Gdyby tak każdej z tych osób ofiarować skromne 2 złote. W przeciągu 2-3 godzin  wydaję 60 zł na co ? Na dofinansowanie podstępnych,przebiegłych ludzi,którzy zamiast udać się w kolejkę do MOPSU, czekają na takich naiwniaków jak ja, którzy sypną groszem zapewniając tym samym godziwą dniówkę. Ktoś, kto siedzi na ulicy całymi dniami wyciąga znacznie lepszą pensję niż ja,która na 60 zł musi pracować 6  godzin! 
Dziś moja wiara i współczucie umarło,do tej pory przyznam wrzucałam drobne potrzebującym i sukcesywnie pozbywałam się 10, 20 zł z portfela a później zdumiona odkładałam coś w supermarkecie , dlatego,że wcześniej zasiliłam konto kilku żebraków (do tej pory myślałam,że to ludzie potrzebujący. )Od dziś to dla mnie ludzie,którzy nie mają godności. A ciężko ma każdy, ja Ty , Pani Kowalska czy sąsiadka za rogiem. Nie wiem czy wiesz,ale wrzucając symboliczne parę groszy do kubeczka , tak naprawdę przyczyniasz się do śmierci tych ludzi. Co ja plotę? Tak, do śmierci. Spójrz:
To człowiek znajdujący się w stanie upojenia, a raczej odurzenia alkoholowego,który spiąć w pełnym słońcu w 30 stopniowym upale naraża się na śmierć. Nie, nie on to Ty dofinansowując go, właśnie w tym momencie,kiedy kroi Ci się serce i z litości wrzucasz drobne do kubeczka myśląc,że ten mężczyzna odwiedzi najbliższą piekarnię, nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Piekarnia, zostaje zamieniona na sklep monopolowy, co w efekcie prowadzi do takiego stanu, przebywanie w upale kilka/kilkanaście  godzin na słońcu może skończyć się śmiercią.

Warto na chwilę zastanowić się,czy pomaganie to nie większa szkoda niż może się nam wydawać. Ja dziś totalnie zmieniłam swoją świadomość odnośnie ludzi "potrzebujących". Wniosek moim zdaniem jest jeden. Potrzebujący to ten,który cierpi w ciszy, spokoju czeka na pomoc, która zapewne kiedyś nadejdzie. Potrzebujący "celebryta", to taki,który bez cienia wstydu pokazuje na ulicy swoje własne "JA" próbując wyperswadować na nas, zwykłych ludziach : "halo jestem biedny/a pomóż mi , Bóg Ci za to wynagrodzi" No to ja podziękuję wolę niech Bóg mi nie wynagradza, a ja będę miała spokojne sumienie,że nie dofinansowuję bandy,która opanowując miasto twierdzi,że wszystko im się należy....

A Ty, pomagasz...?

Iza